Jednolita cena książki – dlaczego rynek książki w Polsce potrzebuje zmian?

Dziś wiele wspaniałych książek znika z rynku w ciszy. Od premiery są niewidoczne, bo o ich losie decydują koszty promocji i nierówny podział zysków. Jednolita cena książki, jako element zmian koniecznych do zniesienia patologii rynku, może przywrócić równowagę i dać czytelnikowi realny dostęp do różnorodności literatury.

Niewidzialne książki

Wyobraź sobie, że idziesz do dużej księgarni po świeżą powieść lubianego, ale niezbyt znanego autora. Kilka dni temu odbyła się premiera, książka jest dostępna online, ale nie chcesz czekać, chcesz mieć ją w ręku już dziś. Wchodzisz więc do popularnej księgarni i spodziewasz się znaleźć ją na półce z nowościami.

Już od wejścia widzisz ekspozycję z nowościami, na stolikach piętrzą się „bestsellery” i „hity miesiąca”, „TOP 10” z półek krzyczą „promocje 30%!”, „musisz to przeczytać!”, zerkają przymilnie wobblery.

Szukasz interesującej Cię książki wśród premier i nowości. Nie ma. Sprawdzasz regał z literaturą gatunku. Brak. Może ktoś przestawił, może jest w innym dziale. Przeczesujesz półki wzrokiem, zaglądasz na głębiej schowane regały. Szukasz już nawet w literaturze dziecięcej i między słownikami. Nic. Wreszcie pytasz sprzedawcę. Nie wie, o co chodzi, więc sprawdza w komputerze i odpowiada: „Nie mamy na stanie, możemy zamówić”. Na jutro, pojutrze… Jak z lekiem w aptece, który trzeba ściągnąć z hurtowni, bo na półkach są tylko modne suplementy z telewizyjnych reklam.

To doświadczenie zna wielu czytelników. I nie ma w tym nic przypadkowego to mechanizm rządzący polskim rynkiem książki.

Rynek książki w Polsce – rynek półek, nie literatury

Dlaczego nowości nie trafiają na półki księgarń? Dlaczego dziesiątkami kiszą się w magazynach? Bo miejsce w ekspozycji nie jest dla każdego. Kosztuje i to nie mało. Wydawca musi je zawczasu zarezerwować, sowicie opłacić, aby jego książka pojawiła się na stoliku z nowościami, na półce „polecanych”, czy „bestsellerów” (na marginesie: niezależnie od tego, czy bestsellerem rzeczywiście jest lub się stanie).

Książkowi giganci nie udostępniają publicznie swoich cenników (jeszcze czego!), lecz szacunki z rynku książki w Polsce pokazują: półka nowości to koszt od 20 do 50 tys. zł miesięcznie, stolik ekspozycyjny – ok. 20 tys. zł, obecność w jednym salonie – 2–5 tys. zł. I tak dalej…

Tymczasem średni nakład książki to 2 tys. egzemplarzy, a cały przychód wydawcy z takiej sprzedaży – około 40–50 tys. zł. Czyli mniej niż koszt jednego miesiąca ekspozycji w dużej sieci księgarni. Trzeba mieć pewniaka idealnie wpasowującego się w trendy, by zainwestować. Albo bogatego wujka z Ameryki. Żartowałam. Tylko z wujkiem, dla ścisłości.

Ile zarabia autor książki?

Czytelnicy często pytają: „Skoro książka kosztuje 50 zł, to dlaczego pisarze twierdzą, że zarabiają mało? Przecież pięć dych razy nakład…” Odpowiedź jest brutalnie prosta. Z książki o cenie okładkowej 50 zł autor otrzymuje zaledwie około 2 zł za egzemplarz. Część idzie do wydawcy (i słusznie, w końcu zainwestował w redakcję, okładkę, druk itd.), na magazynowanie, do hurtowników, sprzedawców… Nikt w tym łańcuchu nie będzie pracował za darmo. Jednak to marża dystrybutorów zjada ponad połowę ceny, a twórca przeważnie dostaje swój procent od ceny zbytu, jaki wróci do wydawcy.

Dwa złote (Co ja sobie kupię za dwa złote? Nawet na paczkę wacików nie wystarczy). I to za miesiące, a czasem lata pracy.

Słaba widoczność i kiepskie zyski autora to efekt nie tylko wysokopłatnej, wiec nieraz niedostępnej, ekspozycji, ale też oligopolu dystrybutorów i gigantów książkowych, którzy dyktują warunki i marże. Dziś kilka dużych podmiotów kontroluje zarówno sprzedaż detaliczną, jak i hurtową, narzuca wyśrubowane ceny i jednostronnie korzystne warunki współpracy wydawcom, co prowadzi do absurdów i dramatycznie nierównego podziału zysków.

Spirala śmierci książki

Taki system tworzy błędne koło. Wydawnictwa inwestują duże kwoty tylko w te tytuły, które rokują na masową sprzedaż. Reszta znika w ciszy. Książka, której nie stać na ekspozycję, staje się niewidzialna. Bez wsparcia marketingowego nie ma dla niej miejsca na półkach czy w internetowych zestawieniach. Sprzedaje się słabo, więc nie dostaje wsparcia i koło się zamyka. Autor zarabia grosze, a jego kolejna książka – jeśli w ogóle powstanie – również nie ma szans na przebicie się. Zasili cienki ogon.

Rynek książki w Polsce coraz częściej przypomina handel półkami, gdzie decydują pieniądze i wpływy dystrybutorów, a nie jakość literatury.

Stała cena książki – jak działa w Europie?

Wiele krajów doszło do wniosku, że literatura wymaga szczególnej ochrony. We Francji od wielu lat obowiązuje ustawa Langa – ustawa o jednolitej cenie książki. Podobne przepisy mają Niemcy, Hiszpania, Włochy czy Austria.

Zasada jest prosta: wydawca ustala cenę okładkową i przez określony czas najczęściej 12 miesięcy od premiery książka kosztuje tyle samo w każdej księgarni – w sieciówce, w internecie i w małej, niezależnej księgarni osiedlowej. Dystrybutor czy sprzedawca (często to jedna firma) nie może manipulować ceną, jak dusza zapragnie. Dzięki temu nikt nie może zaniżać wartości książki, by wyeliminować konkurencję.

Dlaczego sama jednolita cena książki nie wystarczy?

Wprowadzenie jednolitej, stałej przez obowiązujący czas ceny książki w Polsce byłoby ogromnym krokiem naprzód, ale samo w sobie nie rozwiąże wszystkich problemów. Jeśli przepisy nie zostaną powiązane z reformą całego systemu dystrybucji, oligopol gigantów nadal będzie drenował rynek.

Reforma powinna obejmować m.in.:

  • większą przejrzystość zasad współpracy wydawców z dystrybutorami;
  • ograniczenie rozbójniczych marż narzucanych przez gigantów;
  • wsparcie dla małych i niezależnych księgarń, które realnie budują różnorodność rynku;
  • mechanizmy promujące uczciwszy podział zysków – tak, aby twórcy książek nie byli ostatnim ogniwem łańcucha z dwoma złotymi w kieszeni.

Stała cena książki musi być zatem częścią szerszej reformy, która zmieni układ sił na polskim rynku wydawniczym.

Co zyskuje czytelnik?

Rynek książki w Polsce wymaga głębokich zmian. Dziś o tym, co znajdziesz w księgarni, decyduje nie treść ani jakość literatury, lecz wysokość budżetu reklamowego. Stała cena książki może być początkiem reformy, ale tylko pod warunkiem, że pójdzie w parze z innymi działaniami: przejrzystością zasad, ograniczeniem marż i wsparciem dla niezależnych księgarń.

To nie jest walka o ceny, to dążenie, by literatura przestała być zakładnikiem marketingu, a czytelnik znów miał dostęp do prawdziwej różnorodności.

Stała cena książki – krok do reformy rynku

Wbrew obiegowej opinii, jednolita cena nie oznacza, że książki będą droższe. Oznacza, że będą uczciwie wycenione i dostępne na równych zasadach. Czytelnik zyskuje prawdziwy wybór, bo książki nie znikają z rynku po miesiącu. Ma też szansę odkrywać mniej promowanych autorów i mieć pewność, że płaci za treść, a nie za marketingowe fajerwerki.

Reforma rynku książki to także gwarancja, że niezależne księgarnie – często centra kultury i lokalne ośrodki literackiego życia – będą mogły przetrwać i nadal pełnić swoją rolę.

To rozwiązanie chroni też autorów i wydawców, dając im stabilność i sprawiedliwszy podział zysków.

Rynek książki w Polsce wymaga głębokich zmian. Co do tego chyba już nikt nie ma wątpliwości. Dziś o tym, co znajdziesz w księgarni, decyduje nie treść ani jakość literatury, lecz wysokość budżetu reklamowego. Stała cena książki może być początkiem reformy, ale tylko pod warunkiem, że pójdzie w parze z innymi działaniami: przejrzystością zasad, ograniczeniem marż i wsparciem dla niezależnych księgarń.

To nie jest walka o kasę, to dążenie, by literatura przestała być zakładnikiem marketingu, a czytelnik znów miał dostęp do prawdziwej różnorodności.

© Marzena Hryniszak